Pranie mózgu

Chciałabym opisać Wam jak na moim przykładzie wyglądało pranie mózgu. Nie jest to żadna abstrakcja to dzieje się naprawdę, a ja tego doświadczyłam. Nie jest to też żadna magia...To po prostu nasza psychika.

Ale to trudno opisać. Zatem do dzieła.

Przede wszystkim pod wpływem rozmów z liderem i innymi zaczęłam powątpiewać w moje poglądy, powoli zastępowałam je nową sekciarską osobowością .Lider  nigdy nie odpowiadał wprost na moje pytania. Czytałam Boską zasadę i zadawałam pytania, ale gdy były niewygodne to zawsze mówił, że później to zrozumiem. Moja matka duchowa nie potrafiła mi odpowiedzieć na pytania ponieważ jej angielski nie był rewelacyjny. Więc zawsze odsyłała do lidera.  Bardzo szybko doznałam objawienia, że Bóg istnieje, wcześniej w niego nie wierzyłam. Pamiętam ten moment, pożegnałam się z Y. na przystanku, wsiadłam do autobusu do domu, jak bardzo mi było źle się z nią rozstawać! Chciałam zostać! A przecież jechałam do domu! I w załadowanym autobusie stojąc na jednej nodze doznałam iluminacji, tak Bóg istnieje, tak po prostu!To był znaczący krok, powiem więcej decydujący. Pierwszy najtrudniejszy krok został zrobiony. Powoli docierała do mnie "Prawda". Dosłownie czułam jak moje poglądy dopasowują się do doktryny sekty pod wpływem oszałamiającej ilości informacji. Faktycznie, Boska Zasada to prawda, cóż z tego, że coś mi nie pasuję, pomyślę o tym jutro. A jutro już wszystko było jasne. Coraz jaśniejsze. Moja matka duchowa często się za mnie modliła, nie dość że robiła to rano, przed posiłkami to jeszcze potrafiła wyjść do innego pokoju, rozłożyć zdjęcia Prawdziwych Rodziców i modlić się do nich za mnie, za moje "oświecenie". Przytłaczające. Uzależniłam się od niej, to było uzależnienie emocjonalne, jak można się uzależnić od alkoholu to i od osoby a czemu nie?Potrzebowałam jej obecności, po prostu do życia. Poinformowała mnie też o tym , żeby nie ufać informacjom z innych, światowych źródeł, bo te są od szatana (kontrola informacji). Na siedmiodniowym workshopie "uświadomiłam" sobie jaki świat jest zły, zaczęłam od mojej rodziny (jak mi teraz wstyd). Przypominałam sobie wszystkie złe rzeczy, które się w niej działy, wyolbrzymiałam problemy do gigantycznych rozmiarów, to było straszne, nagle moja rodzina wydała mi się całkiem upadła. Jak ten świat. Oczywiście nie wierzcie w to miałam całkiem fajną rodzinę...Moje rodzeństwo jawiło mi się jak jakieś potwory, które przysparzały rodzicom tylko problemów. To było bardzo frustrujące, zaczęłam rozumieć, że moja rodzina potrzebuje pomocy.

Pojechałam do domu na ferie zimowe, i wtedy się zaczęło, Moja nieobecność w centrum powodowała we mnie dojmujące uczucie pustki, chciało mi się wyć, zrozumiałam że nie jestem w stanie bez nich żyć. Czułam w sobie niesamowite rozdwojenie, z jednej stronie coś mnie z tyłu głowy ostrzegało i mówiło, daj spokój, to bzdury, z drugiej strony w nocy słyszałam głosy , które mówiły - musisz wrócić, bez  nich zginiesz, musisz czynić świat idealnym, zbawić siebie i swoją rodzinę, nie były to sympatyczne głosy i czułam że nie są z tego świata do końca... Chodziłam na cmentarz do mojego zmarłego Taty i pytałam go co mam zrobić... I w końcu usłyszałam sama siebie. Jeśli nie wrócę to zginę. Nie mam wyboru, to koniec. Czułam , że nie mam wyboru. Gdy wróciłam do centrum czułam się jakbym spoglądała na świat przez szklaną butelkę, to całkiem realne doznanie, po prostu uczucie że nie należysz już do tego świata, nie masz z nim nic wspólnego. Ludzi widzisz, ale nie czujesz z nimi związku, jakby byli z innej planety. Chodzisz po ulicy i czujesz totalne wyobcowanie, szukasz wtedy miejsca gdzie się możesz schronić, a to miejsce to centrum. Jedyne co masz robić to ratować ludzi, którzy tam sobie po ulicy spacerują nie znając prawdy, nie znając mesjasza!!! Patrzyłam przez okno na świat i było mi go żal.

Do centrum przyjechała grupa fundresingowa tzn. ludzie, którzy handlują czym popadnie dla mesjasza. W Centrum było mnóstwo ludzi. Wielkie zamieszanie, ludzie cieszyli się z "zarobionych" pieniędzy i z prezentów jakie otrzymali, w tym momencie poczułam że się rozpadam na kawałki i mnie już nie ma, poczułam niechęć do ludzi tak mocno zainteresowanych moją osobą. Ich pytania wydały mi się przeogromnie stresujące. Ten stres był nieadekwatny do sytuacji, ponieważ ludzie byli bardzo mili. Zaczęłam płakać, moje życie się rozpadało a ja nie potrafiłam wrócić do dotychczasowego beztroskiego życia studenckiego, zdałam sobie sprawę że to życie już za mną, przepłakałam całą noc mimo uspokajania. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje ! Myślę, że wpadłam w histerię. Moja matka duchowa próbowała wszystkiego żebym się uspokoiła. Ale i ona dała sobie spokój. Nikt nic nie rozumiał, włącznie ze mną. W końcu wszyscy wyszli z pokoju dziewcząt i zostałam sama ze swoim bólem. Nie wiem co się z nimi działo, nie wiem gdzie się to całe towarzystwo podziało. Cały świat tej nocy mógł przestać dla mnie istnieć. To było straszne doświadczenie. Od tej pory patrzyłam na świat jak typowy kultysta. Zło to świat, dobro to grupa. Grupa to bezpieczeństwo! To moja nowa rodzina... A dla tej rodziny jestem w stanie, no właśnie...

Gorąco polecam

http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/131-przemoc/1448-pranie-mozgu-tomasz-witkowski.html

Filmik eksmoonies o praniu mózgu w sekcie Moona

https://archive.org/details/moonchild_201606

Ja i Moon

Gdy sięgam pamięcią do lat mojego pobytu w Ruchu widzę wyraźnie jak zmieniało się moje nastawienie do Moona. Lecz wtedy właściwie nic nie było dla mnie tak oczywiste a już szczególnie nie wiedziałam co myśleć o Moonie.  Pamiętam ten moment kiedy się o tym dowiedziałam. "Siostra" powiedziała mi "to niesamowite ,że mesjasz żyje prawda?". Zupełnie nie byłam przygotowana na tą informację! Było dla mnie za wcześnie, ledwo byłam po dwudniowym workshopie, a dopiero na 7-dniowym workshopie była mowa o Moonie jako mesjaszu. To był szok, zaczęłam się zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi. Moon jawił mi się jako dobry człowiek, który chce zmienić świat na lepszy. Ale nie mesjasz. Jakoś nie pasował mi do tej roli. Uczepiłam się tej jego "dobroci" i brnęłam dalej w życie sekty. Trudno jednak być w sekcie nie przyjmując jej wszystkich dogmatów. Nadszedł taki moment, że zaczęłam się zastanawiać nad tym czy rzeczywiście jest to możliwe, że ten niezbyt przystojny facet jest mesjaszem. Wszyscy wokół mnie o tym przekonywali, a wątpliwości. No cóż one są z tego złego świata, który odrzuca mesjasza. Zatem i ja na szczęście na niedługi czas uwierzyłam , że Moon jest kimś więcej niż tylko dobrym człowiekiem. Na szczęście nie trwało to zbyt długo. Pewnym przełomem była przypadkowa rormowa jaka odbyła się w centrum. Dowiedziałam się, że Moon pomylił się i połączył ze sobą na podstawie zdjęć dwóch chłopaków. To mnie najpierw zaskoczyło, potem skłoniło do rozmyślań. Rzecz wydawała się oczywista. Mesjasz nie powinien się mylić!! A on się pomylił. I to był początek końca mojej wiary w Moona jako mesjasza. Mój zdrowy rozsądek zwyciężył.

Jednak NIGDY nie myślałam o Moonie jako o guru sekty. Myślałam o nim : dobry człowiek, mesjasz, prawdziwy ojciec. To ostatnie najczęściej. Dopiero niedawno po 20 latach, które minęły od mojego pobytu w Ruchu pewien niesamowity facet uświadomił mi wreszcie o prawdzie, która aż kole w oczy, że Moon to zwykły GURU sekty. Niezmiernie mi ulżyło, gdy uświadomiłam sobie ten prosty fakt. I od tej pory przestałam go kojarzyć z "ojcem".

© 2018 by rosemary

  • Facebook - Grey Circle
  • LinkedIn - Grey Circle
  • Google+ - Grey Circle
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now