Idealizm i stosunki międzyludzkie

 

Założenia teologiczne Ruchu sprowadzają się do utopijnej wiary w Królestwo Boże na ziemi. Tu i teraz. W tym celu człowiek musi zostać ulepiony na nowo, z człowieka niedoskonałego trzeba stworzyć człowieka idealnego. Skłonnego do wyrzeczeń w imię utopijnej wizji. Jest to idea nie nowa, w historii świata występująca pod różnymi sztandarami i nazwami. Królestwo Boże Moona ma oczywiście swojego króla (ukoronowanego!) i królową. Prawdziwi Rodzice (True Parents). True Parents oczywiście mają swoją świtę przyboczną, oddanych liderów, gotowych na wszystko i wszystko usprawiedliwiających.

Z królestwem bożym na ziemi związana jest prawdziwa miłość (True Love). To właśnie dlatego mooniści muszą mieszkać razem w Centrach, żeby praktykować prawdziwą miłość, która wykuwa się w codziennym życiu. W centrach tworzy się nowego człowieka, myślącego jak jeden nie psujący się mechanizm. Jeden cel, jeden lider, jedna misja. Jeśli coś wam to przypomina to jak najbardziej słusznie.

Zaczyna się od łączenia ludzi w tzw. braterskie pary, podkreślając przy każdej okazji , że w świecie takich przyjaźni nie ma. I rzeczywiście, intensywność przeżyć w fazie początkowej jest naprawdę ogromna. Często przytłaczająca. Osoba werbowana jest osaczana, buduje się "przyjacielską zależność". Pary braterskie mają jednak za zadanie nie tylko miłe spędzanie czasu i wzajemne poznawanie się. Prawdziwym celem takich związków jest kontrola i podporządkowanie. Poprzez rozmowy pełne nacisku buduje się więź mającą na celu uzależnienie werbowanego od grupy. Toksyczna więź, z której trudno się wyplątać. Werbujący  kontroluje werbowanego i w razie potrzeby donosi liderowi o postępach jakie osiąga werbowany w oczach sekty. Czy ma wątpliwości, w jakim stopniu wierzy w doktrynę. Werbujący (ojciec lub matka duchowa) dokonuje swoistej analizy dokonań swojego dziecka duchowego. Określenie matka, ojciec duchowy wywołuje u werbowanego pozytywne skojarzenia. Jeśli osoba ma np. trudne relacje z rodzicami chętnie przyjmie zupełnie obcą osobę za swoją "matkę", będzie jej ufać i jej się zwierzać. Przeciwnie jeśli ma dobre relacje z rodzicami to takie określenie "matka" też wywoła dobre skojarzenia. W jednym i drugim przypadku zamierzony cel zostaje osiągnięty. A celem jest zdobycie zaufania, wytworzenie więzi, uzależnienie od osoby. W takim tandemie nie ma tajemnic, wszystko jest transparentne a wszelkie nieprawomyślne szybko są przekazywane "wyżej".

Podobnie działa grupa. Obowiązki są rozdzielone (jak w rodzinie..). Spożywa się wspólnie posiłki, przygotowuje ulotki służące do werbowania itp. Obowiązuje dyscyplina, filmy (wybrane przez lidera) są oglądane wspólnie. Stosuje się częste zabawy, które mają za zadanie integrować grupę, wprawiać w nastrój "dzieciństwa" i przygotować do łatwiejszego przyjęcia prawd sekty. Czasu wolnego praktycznie brak, obok zajęć na uczelni (bo to sami studenci) obowiązki domowe, wykłady, werbowanie pochłaniają cały czas. Osoba nigdy nie jest pozostawiana sama sobie, z wyjątkiem czasu gdy się modli, poza tym czasem zawsze ktoś jej towarzyszy. Wspólna jest modlitwa poranna, wspólne spanie, wspólne wykłady. "Matka", "ojciec" duchowy powinni towarzyszyć osobie werbowanej w workshopach. Oznacza to dla nich ciągłe wysłuchiwanie tych samych wykładów, ciągłą modlitwę , poszczenie lub umartwianie się żeby być jak najdoskonalszym i służyć przykładem. Oczywiście nie zwalnia ich to od stałego werbowania nowych dzieci duchowych. W każdej chwili można też być odwołanym na fundraising.

Prawdziwa miłość (True Love) jest też swoistą utopią. Zakłada że można pokochać każdą osobę. Szlachetna w swym zamyśle idea, że każdy człowiek jest godny miłości zostaje uznana za prawdę absolutną. Prawdziwe uczucia ludzkie zostają podporządkowane idei. Czyli "True love" jest ważniejsza od "zwykłej" miłości bo jest prawdziwa, jest prawdą przez duże P. Jeśli twoje uczucia są niezgodne z doktryną grupą musisz je w sobie stłumić. Również pociąg seksualny, który towarzyszy rodzącemu się uczuciu jest zły. Powoduje to taki skutek że człowiek czuje się bezradny wobec swoich uczuć, jakby z nich wyprany i zaczyna mu to być obojętne. Jego naturalne sympatie stają się przeszkodą w dążeniu do doskonałości. Oczywiście upragniona doskonałość nigdy nie nadchodzi. Wszelkie wątpliwości rozwiewa grupa lub lider. Rozmowy służą praktycznie jednemu, umocnieniu się w słuszności Prawdy i stłumieniu wątpliwości. Wyznawca racjonalizuje swoje uczucia i poglądy (usprawiedliwia lidera i grupę, stosuje wyparcie potrzeb). Zmniejsza w ten sposób uczucie napięcia jakie towarzyszy mu gdy dopadają go "złe myśli". Wyznawca wierzy że wszelkie złe informacje dotyczące sekty są od szatana co pomaga mu w racjonalizowaniu swoich myśli (ułatwia przyjęcie Prawdy za swoją). Może tłumić wątpliwości poprzez nucenie świętych pieśni, ponowne przeżywanie wspólnie przeżytych chwil.

Niestety przyjaźń w sekcie jest uczuciem warunkowym, nie myślisz tak jak my, musisz grupę opuścić, wspólna idea scala grupę a niezależne myślenie jej zagraża, dlatego nie może być tolerowane.

Aspekty etyczno-moralne w sekcie Moona

Każdy z nas został wychowany w określonym środowisku, wpojono mu określone normy i wartości moralne. Generalnie żyjemy w kulturze chrześcijańskiej, której fundamentem jest Dekalog. Chodzi mi oczywiście o ogólne normy obowiązujące w społeczeństwie bo wiadomo, że indywidualnie wartości i normy mogą się różnić.

Wstępując do sekty moona wyznawca musi porzucić swoje dotychczasowe wierzenia, poglądy i dostosować się do nowych nie znanych mu wcześniej zasad. Nie byłoby to możliwe bez intensywnej indoktrynacji jakiej podlega poprzez pranie mózgu. Każdy człowiek jest podatny na sugestie, umiejętnie prowadzona rozmowa, wykład który zainteresuje mogą zdziałać cuda. Sekta posiada mnóstwo haczyków na które może łapać : pseudonaukowe wywody, głęboka duchowość, życie z Bogiem, praktykowanie miłości. Potrzeba rozwoju duchowego, wiary, otwartość na nowe, to wszystko może przyciągać. Wreszcie uwaga jaką się poświęca adeptowi, poczucie wyjątkowości, sensu celowości  życia, wreszcie radość z przebywania w "przyjaznym środowisku" sprawia , że sekta przyciąga jak magnes. Jednakże nic nie za darmo.

Nowe życie w sekcie otwiera wyznawcę na nowe normy etyczne. Pierwsza informacja jak dociera do wyznawcy gdy zauroczenie wciąż trwa to komunikat, że jednak ma się do czynienia z organizacją religijną. Ruch posługuje się kłamstwem aby przyciągnąć do siebie ludzi , nie mówi o tym że Ruch jest de facto organizacją religijną. Przyszły wyznawca czuje że został oszukany, okłamany. Jednak tłumaczenie jakie do niego dociera, na przykład , że gdyby wiedział to by nie przyszedł na spotkanie, powoduje, że usprawiedliwia w duchu swoich "współwyznawców", nie analizuje sytuacji i idzie dalej. Jeśli zaakceptuje się i usprawiedliwi się pierwsze kłamstwo to dość łatwo jest usprawiedliwić i następne kłamstwo.

1. Kłamstwo w sekcie moona jest czymś naturalnym i akceptowalnym!! Jest to tzw. niebiańskie oszustwo. Nazwa wskazuje na pewnego rodzaju sakralizację kłamstwa, uwznioślenie go , stawia kłamiącego w pozycji usprawiedliwionej. Cel - werbunek , usprawiedliwia zatem kłamstwo. Jakich kłamstw używa moonista? Przy werbowaniu ukrywa fakt, że zaprasza na spotkanie grupy religijnej, że celem tego spotkania jest werbunek (co oczywiste). Ukrywa się pod różnymi organizacjami parasolowymi, żeby zmylić czujność np. uczelni, która organizuje spotkanie dotyczące np. wartości w rodzinie. Przy kwestowaniu moonista ma moralne prawo (wg. Ruchu) do kłamania. Zachęca do kupna rzeczy mówiąc że zbiera fundusze np. na organizację charytatywne, chrześcijańskie itp. Bezwartościowym rzeczom może przypisywać moc której nie mają i sprzedawać je np. jako talizmany.

2. Nadużywanie zaufania: Każdy członek sekty jest zobowiązany do werbowania. Metodą stosowaną w werbunku jest zdobywanie jak największej ilości informacji o przyszłym wyznawcy. Poprzez pytania, ankiety, wywiady można się sporo dowiedzieć! Informacjami tymi jednak osoba, która wzbudza w nas zaufanie dzieli się z innymi członkami sekty!! Bez zgody i wiedzy werbowanego. Kiedy adept dowiaduje się o tym czuje dyskomfort, jest już jednakże na tyle wciągnięty w sektę, że przechodzi nad tym do porządku dziennego a nawet to usprawiedliwia.

3.Rodzinne wartości: Sekta często podkreśla doniosłą rolę rodziny w społeczeństwie, organizuje na ten temat pogadanki i wykłady. Nie informuje jednak oczywiście o tym, że wstępując do sekty będziesz musiał pożegnać swoją rodzinę aby złączyć się z rodziną "prawdziwą" moonistyczną. Gdyż tylko taka rodzina ma w oczach Moona wartość!!! Wyznawca ma nowych prawdziwych rodziców, którzy zastępują mu biologicznych. Jest to moralnie nie do przyjęcia!!! Jeśli rodzina przeciwstawia się w jakiś sposób sekcie zostaje po prostu wyeliminowana z życia wyznawcy. Jeog nowa "prawdziwa" rodzina z "True Parents" na czele stanowi wartość nadrzędną. Rodzina odchodzi na plan dalszy.  Rozbijanie rodzin jest zdecydowanie nieetyczne. W niektórych przypadkach wyznawca sam izoluje się od rodziny. Nie rzadko wyznawca zmuszony jest nawet do zerwania kontaktu listowego co prowadzi do cierpień rodziny ale także wyznawcy, choć skutecznie tłumi uczucia.

4. Utrata wolności : Wolność jest niezbywalnym prawem każdego człowieka. Wyznawca Moona traci wolność na rzecz ślepego posłuszeństwa liderowi. Jak juz wiele razy wspominałam posłuszeństwo wyznawcy jest całkowite, podlega mu cała sfera osobista , od finansów po małżeństwo, czas wolny itp. Fakt, że ktoś całkowicie sprawuje kontrolę nad czyimś życiem de facto pozbawia osobę podstawowych praw. Uniemożliwianie podejmowania własnych decyzji, w tym tych najdonioślejszych jakim jest małżeństwo powoduje "dziecinnienie" wyznawcy i jeszcze większą podatność na sugestię i manipulację. Człowiek staje się powolnym narzędziem w rękach guru. Traci umiejętność krytycznego myślenia bo ktoś inny "mądrzejszy, bardziej uduchowiony" myśli za niego.

5. Darmowa praca na rzecz sekty: wyjątkowo obrzydliwe nadużycie sekty wobec jej wyznawców, darmowa praca. Przy czym wyznawca jest do niej zmuszany i nawet uważa że tak trzeba. Jest przekonany, że buduje w ten sposób Królestwo niebieskie na ziemi a tak naprawdę z pieniędzy  w obfitości korzysta rodzina Moona. Są wykorzystywane m. in. do tworzenia i utrzymywania już istniejących przedsięwzięć biznesowych firmy oraz inwestycji np. do kupienia gazety... , wspomagania skrajnie nacjonalistycznych grup itp.

6. Pokojowe współistnienie : Można powiedzieć, że szczytna idea. I taka wydaje się na pozór. A tak naprawdę Moon ani tym samym Ruch nie ma nic wspólnego z pacyfizmem. Jak już pisałam posiada fabrykę broni, także jej kolekcję. Syn Moona jest wielbicielem broni. Ale przede wszystkim nie jest Moon pacyfistą na poziomie "teologii" ponieważ wyznawcy muszą wierzyć że problemy świata zostaną rozwiązane na drodze wojny. III wojna światowa ma stworzyć podwaliny nowego teokratycznego świata a kiedy nadejdzie czas sam Moon miał stanąć na czele wojsk i rozgromić wroga, którego upatrywał w świecie komunistycznym. Ciekawe jest też że jego prawa ręka i osoba zaufana Bo Hi Pak jest wojskowym. Wyraźnie więc widać, że pokój jest jedynie kolejną zasłoną dymną i haczykiem na który łapie się pokojowo nastawioną młodzież.

Środki dyscyplinujące

Rozwój duchowy u moona oznacza tak naprawdę ograniczanie własnej osobowości, niszczenie własnej indywidualności. Służyły temu celowi różne środki dyscyplinujące. Pod płaszczykiem rozwoju duchowego odbywało się zwykłe upokarzanie ludzi , moim zdaniem celem było osłabienie woli jakiegokolwiek sprzeciwu, podporządkowanie sprawie. W doktrynie występuję dualizm ciała i ducha, ciało jest złe duch jest dobry, dla własnego duchowego rozwoju należy więc ciało dyscyplinować. Mogą temu służyć zimne prysznice albo poranna gimnastyka. Można też pościć, jeść same owoce przez jakiś czas, po takich postach różni ludzie mieli różne wizjer peryferyjne, widzieli różne rzeczy, czyste halucynacje wywołane niedojadaniem. A nazywało się to rozwojem duchowym, świat duchowy u moona jest światem realnym. Szczególnym upokorzeniem jest samokrytyka, czytałam o dziewczynie, która sama o sobie pisała , że bardzo cierpiała biorąc zimne prysznice zanim zrozumiała że to dla jej dobra! Odbywały się też publiczne spowiedzi, po których wszyscy nagle bardzo Cię kochali, przytulali. Człowiek musiał cały czas się doskonalić, żyłam pod ogromną presją, a ponieważ nigdy nie jesteś doskonały, nigdy nie jesteś całkiem zadowolony z siebie, więc stosujesz na sobie środki dyscyplinujące. Nie widzisz w nich złego, uważasz że służą one Tobie. Kontrolujesz się cały czas, a jeśli nie ty to inni to zrobią za ciebie. Gnębisz samego sobie... O wszystkich sprawach musiał wiedzieć lider, rozmawialiśmy osobno o swoich grzechach. Oczywiście najgorszy był problem seksu, to zło wcielone... To przecież przez seks przyszło zło na ten świat.

Kult Moona

Chciałabym opisać Wam jak w sekcie w praktyce wygląda kult osoby Moona i jego rodziny. Rodzina Moona odgrywa bardzo znaczącą rolę w jego doktrynie. Wystarczy wspomnieć, że to jego syn został następcą kościoła. I nie ma w tym nic dziwnego! Jest to podobne trochę do sukcesji tronu. Pamiętajcie , że jest to rodzina bezgrzeszna!

Przeciętny moonista powinien przynajmniej dwa razy dziennie rano i wieczorem oddać hołd rodzinie. Rano w niedzielę składaliśmy również ślubowanie na wierność rodzinie oraz naszej nowej ojczyźnie (tak, tak) Korei Południowej. W specjalnym miejscu buduje się "ołtarzyk", składający się ze zdjęcia prawdziwych rodziców i rodziny. oddaje się im trzy głębokie pokłony, aż do ziemi. Są też dwa krzesła dla "Prawdziwych Rodziców", duchowo  obecnych.  Zdjęcia rodziny służą też jako talizmany, które mają chronić przed złym, upadłym światem. Kult Moona jest całkowity.

Oto treść ślubowania. Źródło strona oficjalna kościoła

http://www.smmoon.pl/images/50/slubowanie.pdf

To ślubowanie mówiłam po koreańsku.

Takie zdjęcia należy zawsze nosić przy sobie aby chroniły Cię duchowo przed "złym wpływem" np. ..twojej rodziny. Są twoją duchową ochroną. Dla ludzi postronnych takie zachowanie zawsze budzi zdziwienie, albowiem moonista nawet jeśli przebywa między innymi ludźmi nie związanymi z kultem jest zobowiązany do modlitw, a więc może się zdarzyć że w zupełnie obcym dla siebie miejscu taki ołtarzyk jest gotów utworzyć. Do tego właśnie mają mu służyć zdjęcia rodziny...

Innym przejawem bałwochwalczego kultu jest tzw. "Stół Ofiarowania". W tzw. święte dni. Jednym z nich jest Dzień Boga (pierwszy stycznia) lub dzień urodzin Moona (6 stycznia) tworzy się stół, przy którym stoją dwa trony, przygotowane dla Moona i małżonki, którzy jak już rzekłam są duchowo obecni na uroczystości. Oczywiście zdjęcia i świece. Dla podkreślenia podniosłości chwili. Stół zastawia się wszelakim jedzeniem, owocami, ciastami itp. , stroi się kwiatami i świecami. Pierwsze talerze z jedzeniem przygotowywane są dla "prawdziwych rodziców". Oczywiście ich przy tym nie ma! W ten sposób ofiarowuje się im pokarm jak bożkom. I kładzie z przodu ustawionych tronów. oczywiście są ukłony, święte śpiewy i modlitwy.

Po wyjściu z sekty zostało mi trochę rzeczy, które stanowiły dla mnie wartość ale które jednocześnie więziły mnie mentalnie. Miałam mnóstwo prezentów i listów bardzo miłych które podkreślały moją wyjątkowość... Pozbywałam się ich sukcesywnie. Jednak w dość spektakularny sposób pozbyłam się zdjęć. Gdy byłam z moim przyszłym mężem w górach nie omieszkałam wziąć ze sobą zdjęć, jakie pozostały mi z bytności w sekcie. W nocy pod wpływem jakichś dziwnych emocji wstałam i zaczęłam te wszystkie zdjęcia drzeć na małe kawałeczki. Mój chłopak nie wiedział zupełnie co się ze mną dzieje i dlaczego to robię. Dobrze że zachował zimną krew i nie rzucił mnie po tym, bo nie było to normalne zachowanie. myślę, że w ten sposób chciałam się pozbyć tego niechcianego ładunku, a nie potrafiłam ich tak po prostu wyrzucić, musiałam je zniszczyć, całkowicie...

Przykład bałwochwalczej czci..

Syn Moona Hyo Jin Moon

https://www.youtube.com/watch?v=BUXL6J95xTw

Absolutne posłuszeństwo

Jedną z doktryn "kościoła" jest absolutne posłuszeństwo. Poprzez posłuszeństwo zbawia sie świat. Chciałabym w tym miejscu opisać różne sytuacje, w których przeciętny moonista nie ma nic do gadania, wszystkie te sytuacje są prawdziwe. W sekcie obowiązują poszczególne etapy wtajemniczenia. to oznacza że adept, który wchodzi do grupy nie ma pojęcia jakimi zasadami ona się rządzi. Stopniowo, ale i dość szybko te zasady odkrywa i ma obowiązek się do nich dostosować, chodzi o to żeby nie mieć czasu się nad tym wszystkim zastanowić i bezkrytycznie przyjąć. Drzwi do raju się przed nim otwierają aby się automatycznie z drugiej strony zamknąć. Na początku na przykład nie musiałam uczestniczyć w porannych modłach, przeczuwałam że coś się dzieje ale nie brałam w tym udziału. Drugi etap to udział w wykładach i modlitwach porannych. Jakie to przykre uczucie gdy musisz rano wstać i nie masz żadnej możliwości odmówienia bo takie są zasady. A ty wierzysz że zasady są stworzone dla twojego dobra, gorzej bez nich nie będziesz mógł być uczestnikiem wielkiej rodziny moonistycznej. A ta rodzina tak bardzo się o ciebie stara i tak bardzo chce żebyś do niej dołączył a nie był jak ta zagubiona owieczka. Bardzo chciałam się wyspać, zwyczajnie ale nie pozwalały mi na to dwie sprawy, moja matka duchowa , która szarpała mnie i ciągnęła do pokoju modlitwy a tam w szczegółach instruowała jak się mam zachować oraz z czasem moje wyszkolone sumienie. Każde odstępstwo od postawy ciała np. było niemile widziane i w zasadzie wykluczone. Działa to w ten sposób, że z czasem człowiek sam zaczyna się kontrolować, kontroluję swoje myśli co do swego zachowania czy jest prawidłowe. Czas modlitwy, postawa ciała, liczba ukłonów ściśle określona. Wykluczona jest wszelka indywidualność. Grupa stanowi jakby jeden "myślący" w jednym kierunku mechanizm. Czas modlitwy, śpiewy, wysłuchanie co ma do powiedzenia Ojciec. Poranny rytuał. Oczywiście nie można kwestionować słów ojca, przecież jest "mesjaszem". Kiedyś powiedział że kobiety maja krótsze nogi od mężczyzn i że to jest właściwe, popatrzyłam na moją "siostrę " obok , która była żywym zaprzeczeniem tych słów. No ale jakoś przeszłam nad tym do porządku dziennego. Nauczyłam się korygować swoje myślenie, aby być posłuszna słowom"ojca".  Twoje codzienne obowiązki studenta schodzą na plan dalszy, nieważne że zajęcia zaczynają od 8.00. O tej porze nie masz możliwości wyjścia z centrum. I tyle . W takim układzie o kłopoty na studiach nie trudno. Zaczęłam oblewać egzaminy. O każdym wyjściu powinien wiedzieć i wyrazić na nie zgodę lider. Przykładowo nie wolno nikogo mimo naprawdę szczerych chęci odprowadzić gdziekolwiek jeśli lider nie wyrazi zgody. Jeśli np. uzna że osoby za bardzo się lubią i ich zbliżenie do siebie nie jest bezpieczne z punktu widzenia grupy może zabronić ci wyjść z daną osobą nawet jeśli to członek sekty. To bardzo boli, jeśli wiesz że ktoś chce ci towarzyszyć a nie może bo stanowisz dla niego zagrożenie. Od razu zastanawiasz się co takiego złego zrobiłeś. Nie możesz oglądać filmów które chcesz tylko te które wybiera lider. gdy oglądasz film nie wolno ci oglądać żadnych scen miłosnych, nawet pocałunku (wynika to z doktryny wiary). Dowiedziałam się o tym w chwili gdy moja matka duchowa dosłownie zasłoniła mi oczy gdy oglądałyśmy film. Jeśli film się liderowi nie podoba może w każdej chwili go wyłączyć i lepiej żebyś milczał. Czas jest ściśle odmierzany, po wyjściu z sekty miałam przez jakiś czas problemy z podejmowaniem decyzji bowiem żadnych decyzji nie podejmowałam, wszystko było z góry wyznaczane. Decyzję żeby moja matka duchowa spędziła u mnie święta podjął też lider, niestety na następną wizytę już nie wyraził zgody. Nie wyraził też zgody na to żeby została w Polsce mimo że bardzo chciała. Podporządkowanie jest również w sferze uczuciowej, męża/ żonę wybiera ci "mesjasz". On też decyduje o czasie rozpoczęcia współżycia. Skutek tego jest taki że człowiek obojętnieje wobec płci przeciwnej , tłumi swoje podstawowe popędy. Uważałam że mogę pokochać każdego mężczyznę i wierzyłam że moon dokona właściwego wyboru. Żyłam mrzonkami. Wydawało mi się że moje prawdziwe uczucia są złe, bo moon wybierze mi lepszego męża, nie kierowałam się zatem własnymi odczuciami tylko podporządkowałam je "mesjaszowi". Ale te odczucia istniały, więc bardzo głęboko je tłumiłam. Każdy przejaw indywidualnego myślenia w kwestii seksualnej był przeze mnie tłumiony. Czułam się jak wyprana z uczuć, a jednocześnie czujesz się wybrańcem, że nie jesteś jak ten świat bo nie ulegasz jego zgubnym popędom, które doprowadziły (wg doktryny wiary) do upadku człowieka. Kontrola obejmowała również listy i telefony do bliskich. Telefon był jeden i wszyscy mogli posłuchać twoich rozmów z bliskimi. W takiej sytuacji każdy kontrolował się co mówi. Pamiętam moja matka duchowa rozmawiając przez telefon ze swoim "mężem" potrafiła wydukać tylko słowo tak, i to przez 10 minut! Trudno w takiej atmosferze o szczere rozmowy. Zresztą byliśmy tak wyszkoleni żeby nie ukrywać niczego przed sobą (chyba że wątpliwości :-? ) . o innych rzeczach należało informować. A więc człowiek stawał się przejrzysty. Z drugiej strony o wielu rzeczach po prostu się nie mówiło, tłumiło je i wypierało, żeby nie osłabiać ducha grupy. Ja po prostu bałam się rozmawiać na tematy , które wydawały mi się kontrowersyjne. Z moimi wątpliwościami dzieliłam się jedynie z moją matką duchową bo na początku miałam do niej zaufanie. Ponieważ każde moje słowo było powtarzane liderowi, więc i z tego zrezygnowałam a nieprawomyślne myśli schowałam i wyciągnęłam już po wyjściu z sekty. Każdy członek sekty powinien zrezygnować z czegoś co kocha, czyli na przykład z wierszy które pisze.. Ofiara Abrahama. Ja od tej pory nie napisałam ani jednej strofy wiersza choć przed wstąpieniem do sekty bardzo lubiłam pisać wiersze. Teraz już nie potrafię... Wyrzekłam się tego całkowicie. jeśli chodzi o muzykę to słuchaliśmy radia, ale głównie śpiewaliśmy holy songs. Czasami nawet nie chciało się tego słuchać ale to było jak rytuał. Obecność na wykładach obowiązkowa, nawet jak słuchasz tego x razy. Z czasem po prostu się wyłączałam i prawdę powiedziawszy do dziś niewiele z nich pamiętam zwłaszcza że z czasem stawały się coraz bardzie zawiłe. Sama Boska zasada jest tylko w zarysie a jest jej kilka poziomów (dokładnie nie pamiętam ale chyba 4 poziomy). To oczywiste, kolejne stopnie wtajemniczenia...
Z absolutnym posłuszeństwem jest związana "idea" inaczej tego nazwać nie umiem Kaina i Abla. to swoisty dualizm , zło - dobro. Korea Północna - Kain Korea Południowa - Abel. Niemcy -Kain Polska - Abel. Oczywiście jest to kosmicznie absurdalne. Jednak w sekcie ma się dobrze. I tak poszczególne osoby są ze sobą związane relacją Kain i Abel. Abel jest osobą poszkodowana więc może więcej, jest postacią centralną. Kain powinien mu niejako odpłacić za grzechy. Czyli być mu posłusznym. Powinni ze sobą współpracować aby osiągnąć pokój. Znowu posłuszeństwo. Absolutne.Przez to posłuszeństwo zbliżasz się do Boga i osiągasz cel, Abel jest twoją droga do Boga. Na 21 dniowym workshopie przechodzi się publiczną spowiedź, takie  upokorzenie, wtedy jesteś całkiem "przeźroczysty"...Nie można od tego uciec , jest to konieczność, przez którą każdy uczestnik musi przejść.

.

© 2018 by rosemary

  • Facebook - Grey Circle
  • LinkedIn - Grey Circle
  • Google+ - Grey Circle
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now